Spalarnie pomogą nam rozwiązać problem śmieci komunalnych - rozmowa z dr. hab. inż. Grzegorzem Wielgosińskim z Politechniki Łódzkiej

Instalacje termicznego przekształcania odpadów, popularnie nazywane spalarniami są ważnym elementem zrównoważonej gospodarki odpadami. O korzyściach płynących z inwestycji w nowoczesne instalacje opowiada dr. hab. inż. Grzegorz Wielgosiński z Politechniki Łódzkiej.

- Ile dziś mamy spalarni w Polsce?


Polskie spalarnie na tle Europy są bardzo nowe. Najstarsza, warszawska została zbudowana w 2001 roku i przez wiele lat była jedynym takim obiektem w Polsce. Następne w Koninie, Białymstoku, Bydgoszczy i Krakowie – zostały oddane w 2016 roku, a te w Poznaniu, Szczecinie i Rzeszowie są jeszcze nowsze. Tymczasem w Europie najstarsza, w Nottingham została zbudowana już w 1874 roku. Oczywiście dziś w jej miejscu pracuje nowoczesna, zbudowana w latach 2000 instalacja. Spalarnie zaczęły na większą skalę powstawać po I wojnie, a w latach siedemdziesiątych stały się powszechne. Dziś w Europie funkcjonuje ok. 500 spalarni, wiele z nich stoi w centrach miast lub bardzo zaludnionych dzielnicach. Energia i ciepło produkowane w spalarniach zasilają okoliczną infrastrukturę, więc takie usytuowanie pozwala ograniczyć długie rurociągi i straty przesyłowe.

- Czy przez te lata funkcjonowania spalarni w Polsce stwierdzono ich szkodliwość dla środowiska lub mieszkańców lub zanotowano większe awarie skutkujące wpływem na otoczenie?

- Ani w Polsce, ani w żadnym kraju Unii Europejskiej nie stwierdzono negatywnego wpływu spalarni odpadów na środowisko i zdrowie ludności. Zostało to opisane w wielu publikacjach naukowych np. w 2019 roku opublikowane zostały wyniki badań z terenu Wielkiej Brytanii, wcześniej (w 2017 roku) ukazały się bardzo ciekawe publikacje dotyczące portugalskich spalarni odpadów zawierające porównanie wyników sprzed budowy i po uruchomieniu dużych spalarni odpadów w Lizbonie i Porto. Wszystko to publikacje w renomowanych czasopismach naukowych. Dane o awariach przemysłowych gromadzone przez wyspecjalizowany instytut Unii Europejskiej - EU Joint Research Centre, Institute for the Protection and Security of the Citizen we Włoszech, wskazują, że instalacje termicznego przekształcania odpadów komunalnych pracujące według sprawdzonej technologii rusztowej są wyjątkowo bezpiecznymi instalacjami, a w okresie ostatnich 20 lat wydarzyły się jedynie trzy przypadki awarii - pożaru w spalarni odpadów, dokładnie w tzw. bunkrze - zasobniku na odpady z którego podawane są one do procesu spalania. Jest to liczba porównywalna z podobnymi awariami (pożarami) w elektrowniach i elektrociepłowniach. Przykładowo w Polsce w 1998 roku płonęła Elektrownia Turów spłonęły wtedy trzy bloki energetyczne. Nieco mniejsze pożary miały tam miejsce w latach 2012 i 2018. Dostępny w Internecie raport bezpieczeństwa dla wielkiej (600 000 Mg/rok) spalarni odpadów komunalnych w Dublinie, działającej od 2017 roku, jako jedyne istotne zagrożenie wskazuje możliwość pożaru w zasobniku z odpadami na skutek nieoczekiwanej i niezgodnej z prawem obecności palnych
i wybuchowych chemikaliów w odpadach. Rzeczywiście dwa takie przypadki wydarzyły się w niemieckich spalarniach odpadów w ostatnich 10 latach. Zagrożenie w takim przypadku jest minimalizowane przez zraszacze wodne, w jakie jest wyposażony zasobnik odpadów.

- Czy planowana jest budowa kolejnych spalarni?

- Kontrakt na budowę podpisał Gdańsk oraz Olsztyn. Lada moment powinny ruszyć prace. Rzeszów rozważa budowę drugiej linii. Na dużym stopniu zaawansowania są prace przygotowawcze do budowy instalacji w Zamościu. Propozycji jest bardzo dużo, na różnym stopniu zaawansowania np. Kamionka koło Chodzieży, Starachowice, Radom, Krosno, Oświęcim, co chwile pojawiają się nowe propozycje,
ale większość z nich to tylko zapis lokalizacji, bez jakichkolwiek analiz, bez studium wykonalności itp. Na pewno wskazana byłaby budowa spalarni dla aglomeracji górnośląskiej, Wrocławia oraz Łodzi.

- Skąd ten boom na budowę spalarni, gdy przez tak długi okres nic się nie działo?

Spory problem obecnie stanowi tzw. frakcja nadsitowa odpadów – zwana też RDF (Refuse Derived Fuel). Są to odpady o wysokiej kaloryczności, stanowiące pozostałość tego, co zostało po odsianiu frakcji zmieszanej odpadów w instalacji biologicznego – mechanicznego przetwarzania odpadów. Frakcja zmieszana stanowi dziś największą część odpadów, jakich się pozbywamy z domów, poza nadającym się do recyklingu szkłem, papierem i tworzywami oraz frakcją bio. Zgodnie z przepisami Unii Europejskiej frakcja zmieszana nie może być składowana, jedynie czasowo magazynowana. W sytuacji, gdy nie ma co zrobić z frakcja nadsitową (RDF) coraz więcej miast chciałoby zbudować spalarnie odpadów.

- Czy obecnie funkcjonujące spalarnie mają więc jeszcze jakieś wolne moce przerobowe? Czy miasta mogą „wymieniać się” frakcją RDF, czy istnieje obrót nią?

- Wszystkie polskie spalarnie pracują dziś na 95-100% obciążenia. Czasami mogłyby spalić więcej, ale nie mogą przekroczyć zapisów posiadanego pozwolenia. Poza spalarnią w Rzeszowie, która jest w pełni komercyjna i należy do PGE, wszystkie były projektowane do obsługi określonego obszaru, np. Konin, Poznań – dla ok. 20 gmin w tym wymienionych miast, Bydgoszcz – dla miast Bydgoszcz i Toruń, Kraków – dla miasta Kraków. Są to albo spółki miejskie, albo działające w partnerstwie prywatno-publicznym i zobowiązane są do obsługi w pierwszej kolejności swoich gmin. To oznacza, że międzyregionalny obrót odpadami jest znikomy.

- W jakim trybie pracuje spalarnia?

- Spalarnia pracuje w trybie ciągłym: 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu, najczęściej 11 miesięcy w roku, co daje czas pracy ok. 7800-8000 godzin rocznie. Okołomiesięczna przerwa wykorzystywana jest na remonty. Będąc instalacją ciepłowniczą dostarcza ciepło do miasta. Wszystkie polskie spalarnie produkują jednocześnie i ciepło i prąd. Ok. 90% europejskich spalarni to spalarnie rusztowe, z rusztem mechanicznym. Na tym ruszcie odpady spalają się bez dodatku paliwa pomocniczego, np. gazu czy oleju opałowego – są one używane jedynie podczas rozruchu. Gazy z procesu spalania w temperaturze 900-1000oC ogrzewają (tak jak w elektrowniach, elektrociepłowniach czy kotłowniach lokalnych) wodę,
z której powstaje para. Dokładnie odpylane i usuwane są gazy kwaśne, jak dwutlenek siarki, chlorowodór, usuwane są tlenki azotu, metale, w tym rtęć oraz inne zanieczyszczenia. System oczyszczania jest podobny do tego z elektrowni lub elektrociepłowni, ale bardziej wydajny, bo normy emisji są ostrzejsze. Spaliny ze spalarni niosą mniej zanieczyszczeń niż z podobnej wielkości elektrowni czy elektrociepłowni węglowej.

- Dlaczego więc, skoro jest z nich pożytek, mamy tak mało spalarni i zaczęły one powstawać tak późno?

- Przyczyną jest głównie brak akceptacji społecznej. Nie bez znaczenia jest też fakt, że są to inwestycje bardzo skomplikowane, wymagające dużego nakładu środków i dokumentacji. Dla inwestora, jakim jest gmina lub inna jednostka samorządowa, to duży wysiłek, oznaczający konieczność znalezienia pieniędzy, załatwienia kredytu lub znalezienia partnera z sektora komercyjnego. Należy też pamiętać, że przez wiele lat w Polsce nie mieliśmy aż takiego problemu z odpadami komunalnymi jak kraje Zachodu. Po prostu produkowaliśmy ich dużo mniej. Dopiero od niedawna „doganiamy” Europę pod względem ilości odpadów na głowę.

- Skąd się bierze opór społeczny?

- Sądzę, że z własnego doświadczenia. W Polsce ciągle ogromnym problem jest spalanie śmieci w domowych piecach. Podam wymowny przykład. Corocznie w Polsce powstaje ok. 3,5 mln ton frakcji RDF. Najprawdopodobniej ok. 1-1,5 mln ton odpadów komunalnych, odpowiadającej jednej trzeciej tego, co można spalić w spalarniach, jest spalane w indywidualnych piecach domowych. Te śmieci znajdują się całkowicie poza systemem – nie są liczone w statystykach, bo nie trafiają do firm zajmujących się odbiorem odpadów z domów. A wszyscy wiemy, jakim problemem jest palenie śmieciami w domach. Można to poznać po kolorze dymu i jego zapachu, czy raczej fetorze. Myślę więc, że powszechna intuicja jest następująca: śmierdzi z komina w domu – będzie śmierdzieć ze spalarni.

- Ale emisje ze spalarni powinny być przynajmniej monitorowane. Wiemy, jakie to poziomy emisji i kiedy są przekraczane.

Spalarnie odpadów z założenia posiadają skuteczny i wydajny system oczyszczania spalin, tak be emisje mogły spełnić rygorystyczne wymagania prawne. Systemy oczyszczania spalin działają bardzo skutecznie. W spalarniach funkcjonuje też obligatoryjny, ciągły monitoring emisji. Pracuje on przez cały czas funkcjonowania spalarni rejestrując stężenia zanieczyszczeń w kominie z częstotliwością 2-5 sekund. W przypadku wielu spalarni wyniki pomiarów z systemu ciągłego monitoringu emisji są udostępniane w internecie, czasami wyświetlane na tablicy informacyjnej przy wejściu na teren spalarni.

Wszystkie polskie spalarnie odpadów wyposażone są w skuteczny okład ograniczania emisji tlenków azotu według technologii selektywnej, niekatalitycznej redukcji, wszystkie posiadają węzeł usuwania zanieczyszczeń kwaśnych (jedna wg technologii suchej, 4 wg technologii półsuchej, 1 wg technologii mokrej oraz 2 według łączonej technologii mokrej i półsuchej), węzeł adsorpcji mikrozanieczyszczeń ograniczanych (w tym dioksyn i furanów) oraz metali ciężkich (w jednym przypadku jest to adsorber ze złożem stałym, w pozostałych 7 jest to adsorpcja strumieniowa) oraz końcowy węzeł odpylania.

W żadnej z nich nie dochodzi do przekroczeń wartości dopuszczalnych wymienionych zanieczyszczeń. Co więcej, od początku ich użytkowania nie zarejestrowano przypadku przekroczenia standardów emisyjnych.

- Co więc zamiast spalarni? Czy istnieje związek między niekontrolowanymi pożarami składowisk, częstymi w ostatnich dwóch latach, a brakiem lub istnieniem spalarni?

- Związek jest prosty i oczywisty. Jak już wspominałem, rocznie mamy do zagospodarowania ok. 3,5 mln ton frakcji RDF. Z tego ok. 0,5 mln znajduje miejsce w istniejących spalarniach odpadów, kolejne 0,5 mln spalają cementownie. Brak jest mocy przerobowych dla ok. 2-2,5 mln ton RDF rocznie. Prawo nie dopuszcza składowania, można je tylko czasowo zmagazynować - do 2018 roku przez 3 lata, dziś tylko przez rok. Wobec tego praktyka jest taka, że RDF się tymczasowo magazynuje, a gdy mija dozwolony czas, w nocy z piątku na sobotę „nieoczekiwanie” wybucha pożar. Na zwolnione przez spalone odpady miejsce przyjmuje się do tymczasowego magazynowania nową porcję odpadów.

W 2018 roku Państwowa Straż Pożarna zanotowała 243 takie pożary. W 2019 do sierpnia zanotowano 128 takich pożarów. Pożary składowisk zawsze się zdarzały, bo ze względu na cechy znajdujących się tam odpadów istnieje ryzyko samozapłonu, zwłaszcza przy wyższych temperaturach. W ostatnich dwóch latach widzieliśmy jednak skokowy wzrost liczby pożarów. Trudno mówić o przypadku.

- Pojawia się jednak argument, że zamiast spalać, należy recyklingować.

- Zawsze będzie co spalić. Frakcja RDF stanowi 30-40% całkowitej masy odpadów komunalnych. Przybywa ich na bieżąco, a oprócz tego mamy „zmagazynowane” 30 mln ton RDF. Nie licząc szarej strefy, czyli tego, co ludzie do tej pory spalali nielegalnie w domach lub podrzucali do lasu. Szacuje się, że szara strefa w Polsce to ok. 30%, więc odpadów komunalnych mamy prawdopodobnie ok. 15-16 mln ton, a nie 12 mln. Należy też pamiętać, że nie wszystko z frakcji sortowanych, zwłaszcza z papieru, nadaje się rzeczywiście do recyklingu. Istnieje tzw. odpad makulaturowy, stanowiący 20-30% całości. To również nadaje się do spalenia.
2020-03-12 19:02 99

Komentarze

Ten materiał nie ma jeszcze komentarzy

Dodaj komentarz

Twój mail będzie nie widoczny.